TIME TO BIKE

Beskidy MTB Trophy 2015

Co ja sobie w ogóle wtedy myślałem zapisując się na dystans CLASSIC ?!

01_resize

Niedziela, 7 czerwca 2015, Istebna, czwarty dzień zmagań z wyścigiem Beskidy MTB Trophy 2015. Razem z Rafałem walczymy do końca z ostatnią etapem. Za nami w sumie 285km, ponad 10 000m przewyższeń oraz 30h jazdy po górach przez 4 dni z rzędu. Umieramy…

02_resize

Siódma godzina jazdy rowerem ostatniego dnia. Ostatnie kilometry, ostatnie resztki sił. Przejeżdżamy przez zaporę przy Jeziorze Czerniańskim na Wiśle. Mijamy uśmiechniętych turystów robiących sobie zdjęcia. Wjeżdżamy na drogę, a przed nami wyłania się ostatni, asfaltowy podjazd w kierunku Istebnej. Zaczynamy wspinaczkę serpentynami.

Patrzę na GPS by dowiedzieć się ile podjazdu zostało. Na mapie wygląda, że już niedaleko. Podnoszę głowę, ale w rzeczywistości za zakrętem pojawia się kolejny zakręt, za którym następny i tak wydawałoby się, że droga ciągnie się bez końca. Schylam więc głowę by nie widzieć już trasy. Patrzę jak nogi pracują na najniższym ustawieniu przerzutek. Jadę wolno i bardzo się męczę. Chcę przerzucić na wyższy bieg, ale jak próbuję to łydki i uda nie dają rady. Toczę się więc na najniższym przełożeniu. Czuję jak szeroka opona z dużym bieżnikiem lepi się do gorącego asfaltu i bardzo mnie spowalnia. Ostatnimi siłami mielę nogami, ale cały czas jakbym stał w miejscu. Na liczniku prędkość 3-4km/h. Mam wrażenie jakbym podjeżdżał 2m i o 1m się cofał. Czuję jak mnie całkowicie odcina. Brakuje mocy. Mam ochotę zejść z roweru, ale nie schodzę. Gdybym zszedł, padłbym w rowie i nie dojechał do mety. Ale nie, walczę do końca!

03_resize

Pedałuję dalej i na chwilę wracam jeszcze myślami do tych pięknych widoków oraz do tego co działo się cztery godziny wcześniej po pierwszym bufecie, gdzie już wtedy w ogóle nie miałem ochoty na jazdę na rowerze :D Przypominam sobie rozjazd tras na 19km, kiedy to w mojej głowie zrodziła się szalona myśl, aby poprosić innego zawodnika jadącego HALF DISTANCE o zamianę numerami by móc pognać krótszą trasą do mety. Byłem tak wykończony po tych czterech dniach jazdy, że miałem ochotę zrobić wszystko byle zakończyć ten morderczy wyścig jak najszybciej i wrócić do domu. Tak się również nie stało. Pojechaliśmy w lewo wiedząc, że przed nami jeszcze 49km oraz siedem mniejszych lub większych podjazdów do przejechania.

06_resize

Większość zawodników wśród których jechaliśmy odbiło na krótszą trasę albo nas wyprzedziło podczas gdy my na zjeździe wymienialiśmy przebitą dętkę w moim rowerze. Zamykamy stawkę wyścigu. Za nami nie ma już nikogo, może dwie lub trzy osoby. Podczas stromych podjazdów terenowych podprowadzamy rower za każdym razem. Wdrapujemy się krok po kroku robiąc co chwila przerwy. Na zjazdach też nie jest kolorowo. Zmęczenie nie pozwala nam w pełni kontrolować roweru przez co strome zjazdy są bardzo niebezpieczne i nie sprawiają nam już tyle radości co na początku wyścigu. Jadąc tak dalej w pewnym momencie praktycznie w 99% byłem już zdecydowany by przy najbliższym bufecie wycofać się z wyścigu. Nie wierzyłem w to, że uda nam się przed 19:00 przekroczyć upragnioną linię mety.

04_resize

Na szczęście cały czas jechaliśmy wspólnie z Rafałem. Po udziale w maratonie Cyklokarpaty na trasie MEGA w Kluszkowcach wiedzieliśmy, że nie jesteśmy fizycznie przygotowani aby w jakikolwiek sposób rywalizować na dystansie CLASSIC Beskidy MTB Trophy. Znając swoje możliwości przyjęliśmy strategię, że rywalizację odkładamy na bok. Cieszymy się możliwością poznania nowych nieznanych rowerowych terenów, robimy zdjęcia i cały wyścig pokonujemy wspólnie czekając na siebie. Byle zdążyć przed 19:00 na metę etapu. To była najlepsza opcja skoro już szarpnęliśmy się na dystans CLASSIC :O Nie wyobrażam sobie, że samotnie mógłbym walczyć z tymi trasami.

Na ostatnim podjeździe Rafał widząc, że zwalniam pod górę i tracę siły, wyprzedza mnie, a ja siadam mu na kole i tak naprawdę siłą woli widząc, że on daje radę, docieram za nim na koniec drogi. Przed nami już tylko zjazd terenowy bocznymi dróżkami prowadzącymi przez las. Mijamy mostek nad rzeką i widzimy balon z napisem META. Ostatnia prosta. Słychać głośny doping zawodników, którzy wcześniej ukończyli wyścig, a czekają na dekorację zwycięzców. Łzy napływają do oczu. Serce mocno bije. Całe ciało pokryte gęsią skórką.

05_resize

Chwila na mecie trwa krótko, ale jest BEZCENNA!
Ukończyliśmy nasz najtrudniejszy rowerowy wyścig w życiu!
Zdobyliśmy nasz rowerowy Mount Everest wzbijając się trochu ponad chmury!
Ponad 10 000m przewyższenia w 4 dni!
#NiemożliweNieIstnieje

07_resize

08_resize

Przez ten weekend czerwca doświadczyliśmy tyle wspaniałych rowerowych chwil, że chcąc opisać je wszystkie mógłbym napisać książkę. Po roku patrzę na statystyki wyścigu, przeglądam trasy na Endomondo, widzę profile wysokościowe oraz ilości spalonych kalorii i moja głowa nie ogarnia jak my tego dokonaliśmy. To wszystko było ponad nasze możliwości, nasze przygotowanie fizyczne, a i tak się udało!

Co ciekawsze, po przekroczeniu mety miałem dosyć roweru na dłuższy czas, teraz wróciłbym tam powalczyć! Na dystans CLASSIC może nie, ale na HALF prędzej :P Oczywiście na 29-cio calowych kołach i z lepszym przygotowaniem fizycznym ;) Kapitalnie poprowadzone trasy terenem dotąd nam nieznanym i super długie single zapadły w pamięci!

09_resize

Szkoda Wojtiego, drugiego dnia został niefortunnie potrącony przez szybciej zjeżdżającego zawodnika. Zaliczył glebę przez kierownicę i ze straszliwie potłuczonym kolanem nie był w stanie kontynuować wyścigu. Musiał wrócić do domu drugiego dnia. Na szczęście po tygodniu wszystko z nogą było już w porządku i zapowiedział się, że kiedyś wróci do Istebnej zdobyć tą upragnioną zieloną koszulkę FINISHERA ;)

I na koniec aby uświadomić wam jak trudny jest to wyścig oraz jakie czasy się uzyskuje jadąc bez specjalnego przygotowania, kilka statystyk z 9. EDYCJI BESKIDY MTB TROPHY 2015 poniżej:

classic_etap_01

1 etap: Czantoria, dystans CLASSIC: 62km, 2427m przewyższenia; HALF: 48,4km,
350/10/13 * , 213/4/15 **; mój czas 5:59:18, strata 2:52:25 do zwycięzcy, 334 miejsce.

classic_etap_02

2 etap: Rysianka, dystans CLASSIC: 84,4km, 2775m przewyższenia; HALF: 48,4km,
334/27/12 *, 202/15/15 **; mój czas 8:17:02, strata 3:58:23 do zwycięzcy, 321 miejsce.

classic_etap_03

3 etap: Rycerzowa, dystans CLASSIC: 63,8km, 2501m przewyższenia; HALF: 46km,
324/37/11*, 199/18/15 **; mój czas 7:29:06, strata 3:55:46 do zwycięzcy, 314 miejsce.

classic_etap_04

4 etap: Klimczok, dystans CLASSIC: 68,9km, 2753m przewyższenia; HALF: 45,9km,
311/50/11*, 191/26/15 **; mój czas: 8:33:45, strata 4:40:12 do zwycięzcy, 308 miejsce.

* – uczestników ukończyło/nie ukończyło/nie wystartowało – CLASSIC DISTANCE,
** – uczestników ukończyło/nie ukończyło/nie wystartowało – HALF DISTANCE.

Podsumowując: 311 uczestników z 360 kończy wyścig na dystansie CLASSIC. Na dystansie HALF startuje 217 zawodników, a kończy go 191 osób. W sumie wyścigu wystartowało 528 zawodników. Ostatecznie, zajmuję 305 miejsce z czasem: 30:19:13 ;)

Beskid Śląski i Żywiecki – tyle poznać przez 4 dni – BEZCENNE!
mapa_calosc1

Co o tym sądzisz? Czekam na Twój komentarz...