TIME TO BIKE

3. Bieg Nocny

47min 40sek! Z takim czasem melduję się na mecie 3. Biegu Nocnego – najbardziej hardcorowego biegu jaki przyszło mi biec w życiu. Ściana deszczu przez cały bieg, kałuże po kostki i ani jednej suchej nitki na ciele… Tłum osób kochających biegać, a wśród nich MY!

01

Po zrobieniu wspólnego selfie, telefon zostawiłem na starcie. Zapomniałem wodoszczelnego futerału. Nie mając ze sobą ani telefonu ani zegarka kompletnie nie byłem świadom z jakim tempem będę biegł. Na szczęście kilka biegów już za mną. Wiedziałem mniej więcej kiedy i na ile mogę sobie pozwolić. Widząc panujące warunki pogodowe nie nastawiałem się na bicie rekordów i jakieś szaleństwa, ale wyszło jak zwykle :P Szybki początek równym tempem, ustabilizowanie tempa, przyspieszenie pod koniec i ile fabryka dała na ostatnim kilometrze. Problem w tym, że znów narzuciłem zbyt wysokie tempo od startu…

04

i pykła nowa życiówka na 10km! Nie wiem jakim cudem, ale udało się! ;)

Co gorsza, specjalnie nie przygotowywałem się do biegu. Nie miałem zbyt wiele wolnego czasu by cokolwiek pobiegać przed startem i teraz od trzech dni odczuwam bolesne konsekwencje mojego wariactwa. Ledwo chodzę, a każdy krok poprzedzony jest bólem uda, raz lewego, raz prawego. Ale przeżyję, nie pierwszy i nie ostatni raz zakwasiłem :D

03

Podczas biegu o konsekwencjach się nie myśli. Przecież przed startem zakładałem, że ma być spokojnie. To czemu tak nie było? A no, dlatego, że od zawsze kochałem rywalizację, a bieg w tłumie tylko nakręca, żeby przyspieszyć i dać z siebie wszystko! Też tak macie?

Zabrakło trochu by zejść poniżej upragnionej granicy 45min. Powalczę następnym razem!

Co mnie bardzo cieszy, co raz więcej znajomych wzięło udział w biegu! :)
Gratulacje dla Was! Dzięki Kasia, Magda, Filip i Adam za wsparcie na trasie!

Co o tym sądzisz? Czekam na Twój komentarz...